Killzone Liberation - minirecenzja
marzec 30, 2008 autor grz3chu
Killzone Liberation to pierwsza gra na PSP na jaką się rzuciłem. Gra zaczyna się chwilę po zakończeniu pierwszej części gry, która ukazała się na PS2. Nie była to świetna gra, ot taki nie oszlifowany diament, który miejmy nadzieję, że otrzymamy w nadchodzącym Killzone 2.
Gra jest kontynuacją konfliktu pomiędzy ISA (ci dobrzy), a Helghast (źli). Fabula nie jest tutaj najważniejsza, nie ma zbyt wielu zapierających dech w piersiach zwrotów akcji, ot po prostu jest.
Ponownie wcielamy się w naszego rodaka Jana Templara ;) i mamy za zadanie skopać helghastom tyłki, oczywiście nie sami…

Ale najpierw o systemie gry. Killzone Liberation to shooter z kamerą umieszczoną w rzucie izometrycznym. Widzimy wsztsko z góry i mamy niezłe pole widzenia, ale nie zawsze bo czasami kamera trochę się przybliża i nie widzimy nic.
Aby wygrać potyczki z helghastami, kluczem jest znalezienie osłony, wychylanie się i oddawanie krótkich serii, czyli tak jak w wersji na PS2, inaczej łatwo dać się zabić. I tutaj też pojawia się największa wada gry - beznadziejne namierzanie. Nie ma lockowania się na przeciwnikach za pomocą przycisku, nie ma też zmiany celu po naciśnięciu innego buttona. Należy stać w prostej linii, na przeciw wroga inaczej Templar wali w ścianę lub w powietrze i dzieje się to cholernie często, a gra nie wybacza błędów i zaliczamy zgon. To najbardziej irytujący element gry, bo zdarza się co chwilę przez to, że analog jest trochę mało precyzyjny w tej kwestii i trzeba się namęczyć aby naprowadzić go na cel.
W czasie walk czasami towarzyszą nam postaci znane z “dużej wersji” czyli Rico i Luger. Można wydawać im rozkazy jak atak wybranego celu, przejęcie stacjonarnego działka, podłożenie C4. To jest na plus, ale takich misji w których wymagana jest współpraca jest stanowczo za mało.

Grafika jest przeciętna do bólu przez całą grę (jakieś 7 godzin) jest ciemno, szaro, buro… Kolorystyka jak i poziomy są strasznie monotonne i gra szybko się nudzi.
Gra jest nudna, ale dobrze wspominam walki z sub-bossami, bossami oraz misję w której zarzucamy sobie jetpacka na plecy.
Muzyka ponownie została skomponowana przez Praską Orkiestrę i nie mogę o niej pisnąć nawet złego słowa.

Podsumowując jestem rozczarowany tą grą, za dużo niedoróbek, praktycznie nie można dobrze wycelować no i aby poznać zakończenie trzeba zassać ostatni akt z netu…posiadacze Custom firmware chyba muszą obejść się smakiem (?)
PLUSY:
- - muzyka
- - uniwersum Killzone
- - fajne starcia z bossami
- - kooperacja
Minusy:
- - grafika
- - celowanie
- - monotonnia
Audio: 8\10
Design: 7\10
Fabuła: 4\10
Grywalność: 6\10
Podobnie będzie z Killzone 2;)
Daj lepiej recenzje GoW, Killzone:L to nic ciekawego.